LEMMY KILMISTER

 

 

 

 

IAN FRASER LEMMY KILMISTER

 

ŻYCIE I TWÓRCZOŚĆ

 

 

 

MICK WALL

 

LEMMY

 

In Rock  2016

 

Lemmy Kilmister, wokalista, basista i lider Motörhead, już zawsze będzie utożsamiany przede wszystkim z tym właśnie zespołem. I słusznie bo przecież Motörhead to dzieło jego, nie tak dawno zakończonego, życia. Dlatego też wszelkie publikacje koncentrowały się dotąd na ogół na relacji Lemmy - Motörhead. Jednak Lemmy jako człowiek i artysta istniał też stale obok Motörhead, w trakcie działalności słynnego zespołu, jak i przed jego powstaniem. Świat nie zawsze zdawał się to dostrzegać.

Dzięki skrajnie skomercjalizowanym mediom nastawionym głównie na sensację i zysk, a wspomaganym przez miejskie legendy, utrwalił się na bardzo długo, stereotypowy wizerunek muzyka. Atrakcyjny i wygodny dla wielu zainteresowanych, ale niezbyt piękny i nie zawsze zgodny z prawdą: Lemmy to zapijaczony, cyniczny twardziel rodem z piekła, który lubi szybkie i łatwe życie.

Teraz, po jego śmierci, dziennikarz muzyczny Mick Wall, który znał go kilkadziesiąt lat i nawet przez jakiś czas dla niego pracował, spróbował nakreślić w miarę wierny portret basisty. Wall poznał go jako człowieka wrażliwego i serdecznego: "Bywał też zdumiewająco empatyczny. Kiedy w roku 1986 zmarła moja matka, wziął mnie na stronę, by złożyć kondolencje. Objął mnie ramieniem i przez kilkanaście minut opowiadał mi cicho o życiu i śmierci. Były to rzeczy, których jeszcze nie wiedziałem."

Jako istota społeczna był Lemmy bardzo towarzyski, spędzając prawie każdy wieczór poza domem. Mimo, iż lubił samotność, kontakt z innymi był mu nieodzowny. Jak wspomina Stacia, tancerka grupy Hawkwind: "Jego rodziną byli jego fani. Lemmy miał niesamowity kontakt z ludźmi. Kochali go. On o tym wiedział i też ich kochał."

Najczęściej i najchętniej kojarzony był przez wielu z heavy metalem. Pojawiał się na takich właśnie trasach, festiwalach i takiej prasie fachowej. Jednak w rzeczywistości grał muzykę, którą można by określić jako ekstremalny rock and roll. Ale takiej szufladki biznes muzyczny raczej nie przewiduje. Bohaterami jego wczesnej młodości byli między innymi Little Richard, The Beatles, później MC5. Dlatego tak blisko było mu do punka. "Byliśmy kapelą bardziej punkową niż metalową. Zawsze tak twierdziłem. Oczywiście mieliśmy dłuższe włosy niż punkowcy. Ale gdybyśmy się obcięli, można by nas uznać za załogę punkową. Graliśmy ostro i szybko, a nasze kawałki były bardzo krótkie".

Stąd też znajomość i czasem współpraca z takimi postaciami jak Wendy O. Williams z Plasmatics, Sidney Vicious, Ramones czy The Damned, z którymi nawet miał wspólnego managera.

Jako artysta był zdecydowanie indywidualistą i samotnikiem. Tak ukształtowało go już wczesne dzieciństwo. Był przecież jedynym dzieckiem samotnej matki. Lemmy: " Nauczyłem się być sam. Nie zrozumieją tego dzieci dorastające w dużych rodzinach. One nigdy nie są same, toteż nigdy za dużo nie rozmyślają. Trudno zdobyć się na refleksję, kiedy ktoś chce cię walnąć poduszką. Zawsze coś się dzieje. A ja byłem jedynakiem, a moja matka pracowała. Nauczyłem się być sam w taki sposób, by mnie to nie męczyło. Wiele osób nie jest w stanie poradzić sobie z samotnością. Dostają szału. A ja potrafię być sam i nie czuję się źle, bo wiem, kim jestem, i sam jestem dla siebie najlepszym przyjacielem. To zdolność trudna do przecenienia."

Lemmy urodził się w w Wigilię w 1945 roku i był to jego pierwszy, i chyba ostatni, pozytywny kontakt z religią. Ojciec Lemmy'ego, wikary anglikański, porzucił go, i jego matkę, kiedy był jeszcze niemowlęciem. Miał zaledwie trzy miesiące. Potem, kiedy miał już 25 lat i był w pełni ukształtowanym człowiekiem, spróbował poznać ojca i spotkał się z nim w pizzerii w pobliżu squatu, w którym mieszkał. Spotkanie szybko okazało się katastrofą i nigdy już się potem nie zobaczyli. Po latach tak opisał ojca: "obrzydliwy mały gnojek".

Matka, która z trudem wiązała koniec z końcem, a także chciała zapewnić synowi w miarę normalne dzieciństwo w pełnej rodzinie, postanowiła wyjść za obrotnego i pracowitego wdowca. Lemmy: "Ojczym chciał się ożenić z moją matką, a ona była katoliczką, zresztą bardzo zaangażowaną i pobożną. Wobec tego wysłał do Watykanu prośbę o dyspensę. Odpowiedzieli mu, że może się ożenić z moją matką, jeśli dowiedzie, że jestem dzieckiem nieślubnym. To jest właśnie cały ten Kościół. Stygmatyzują dziecko na całe życie. Cudowna instytucja. Specjaliści od poczucia winy. Z tego żyją. Możecie mnie ekskomunikować! - odpisał. A oni to uczynili. Nie chciał ich słuchać, a oni nienawidzą ludzi nieposłusznych. ******** (ustawa o kontroli wszystkiego co się da). To nie jest religia. To polityka i władza."

Lemmy mial wtedy 10 lat. Do trudów dzieciństwa dochodziły jeszcze szykany w szkole gdzie był jedynym niewalijskim dzieckiem w morzu Walijczyków. Przygody z nauczycielem degeneratem, który z sadystyczną przyjemnością bił go kijem w zranioną, obolałą rękę. Jednak cierpiący i wstrząśnięty rażącą niesprawiedliwością ze strony autorytetu/władzy i, w końcu rzekomego opiekuna i wychowawcy, bity chłopak nie podkulił ogona tylko zdzielił prześladowcę jego własnym kijem. Oczywiście ze szkoły go natychmiast wyrzucono.

Wiele tego typu historii i zdarzeń z życia Lemmy'ego, wytropionych przez Micka Walla lub też powierzonych mu przez samego basistę, zdaje się lepiej charakteryzować postać i osobowość słynnego muzyka, rozumieć wiele jego wyborów artystycznych i życiowych niż barwne, sensacyjne, często przesadzone i podkolorowane opisy tras koncertowych Motörhead i towarzyszących im ekscesów.

Z całą pewnością nie był wzorem do naśladowania, zwłaszcza jeśli chodzi o styl życia. Przez całe dorosłe życie regularnie i konsekwentnie pochłaniał hurtowe ilości różnych używek. Trudno powiedzieć na ile ten pęd do autodestrukcji był wynikiem nieudanego dzieciństwa i wczesnej młodości, a na ile własnym, trochę odziedziczonym po hippies, sposobem poszukiwania wolności. Pewnie sam tego do końca nie wiedział. Nie potrafił tez budować trwałych związków. W tej sprawie może mógłby się wypowiedzieć kościół anglikański.

Dużo ważniejsze jest to, że miał jasno zdefiniowany system wartości, którego, o ile wiem, zawsze się trzymał. Co przecież nie było łatwe ani we współczesnym świecie, ani tym bardziej w żądnym krwi show businessie.

 "Staram się być w życiu tak przyzwoity, jak to tylko jest możliwe. Zachowuję się honorowo. Nigdy nie złożyłem obietnicy, której później bym nie dotrzymał. Mówię oczywiście o sprawach naprawdę ważnych. Nie znoszę ludzi niehonorowych, a najbardziej już tych, którzy są z tego dumni. Niestety takich ludzi przybywa".

Brzmi znajomo?

Pomimo, że jego ciało i układ krwionośny zawsze były naszpikowane alkoholem i amfetaminą, zachowywał Lemmy zdumiewająco trzeźwe spojrzenie na wiele spraw małych i dużych.

"Ludzkość to chorobliwa narośl na powierzchni tej planety. Jesteśmy jak zaraza. Zasługujemy na śmierć".

No cóż, trudno się nie zgodzić.

 

 

 

 

 

7.09.2016

 

 

 

 

 

 

 


Previous page: THE DOORS
Next page: NOWE KSIĄŻKI


web counter
web counter