DRUM FEST

 

 

 

WSZYSTKIE BĘBNY ŚWIATA

 

 

5. Międzynarodowy Festiwal Perkusyjny „Źródła i Inspiracje”  Maj 2007

 

Oczywiście nie było wszystkich bębnów jakich używa się na świecie. To niemożliwe. Ale i tak ich ogromna liczba i różnorodność robiła piorunujące wrażenie. W Krakowie w pierwszej dekadzie maja miał miejsce Międzynarodowy Festiwal Perkusyjny „Źródła i Inspiracje”. Już po raz piąty. Piszę już, bo to po trosze mały jubileusz, który warto świętować. Od początku istnienia tej jakże potrzebnej imprezy jej organizatorzy borykają się z wieloma problemami, często natury finansowej, i przyszłość festiwalu nieraz wisiała na włosku. Że przetrwał to przed wszystkim zasługa Jana Pilcha, profesora Akademii Muzycznej w Krakowie, pomysłodawcy i głównego organizatora tego wydarzenia. Pilch jest tu zresztą właściwą osobą na właściwym miejscu bo to nie tylko wielki pasjonat muzyki perkusyjnej, nauczyciel ale także czynny wykonawca i to wszelkich jej odmian.

Mimo licznych przeciwności losu udało się przecież przez te lata doprowadzić do występów takich sław jak Ed Thigpen, Pierre Favre, Ralph Peterson, Don Famularo czy Liberty De Vitto.

W tym roku imprezę ponownie wydłużono do pięciu dni, co jest chyba wielkością optymalną ale i percepcyjnie graniczną, zważywszy że życie festiwalowe toczy się od rana do późnej nocy. Po wieczornych występach w sali koncertowej Akademii można się było przenieść do klubu „U Louisa” gdzie w nieco mniej formalnej atmosferze grała młodzież /choćby bardzo interesujący duet: perkusista Jacek Kochan i pianista Sławek Jaskułke/. A przecież codziennie rano były jeszcze warsztaty prowadzone przez najlepszych wykonawców.

Krakowski festiwal tradycyjnie już proponuje muzykę różnych światów: często odległych od siebie nie tylko geograficznie ale też historycznie i kulturowo. I tak pierwszego dnia mieliśmy do czynienia z muzyką etniczną. Z Iranu przybyło trio Mohhamada Rasouli, w którym na bębnie zwanym tombek grał mistrz Bahman Rajabi. To muzyka niezwykłej urody, pełna nastrojów i poezji. Nota bene rytmicznie bardzo związana z tradycyjną poezją perską. Ze znakomitym przyjęciem spotkał się Layatharanga, zespół młodych muzyków hinduskich, z których każdy używa kilku różnych instrumentów. Jego gwiazdą jest, grający na ghatam, Giridhar Udupa.

Muzyka i kultura Indii była w tym roku szczególnie mocno reprezentowana a to za sprawą dobrych kontaktów z Zakładem Indianistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Dzięki temu również dwa ostatnie dni wypełniły warsztaty i seminaria naukowe poświęcone związkom indyjskiej muzyki i literatury a także Kutiyattam jedna z najstarszych istniejących tradycji teatralnych. Dla polskich, czy europejskich oczu i uszu to zupełna rewelacja. Tak bardzo nasze tradycje i koncepcje tego czym jest teatr, dramat czy sztuka aktorska w ogóle, różnią się od siebie. Kostiumy aktorów są szalenie kolorowe, podobnie jak ich bogaty makijaż. Ich gra to skodyfikowany system gestów, ruchów i min, który sam w sobie stanowi swego rodzaju język. Aktorom towarzyszą na scenie muzycy cały czas grający oszczędny choć wyrafinowany rytmicznie, dynamicznie i brzmieniowo „soundtrack” będący zarazem komentarzem dla „tekstu”. Całość przedstawienia ma charakter transowy i rozwija się w tempie trudnym do zaakceptowania dla żyjących w pośpiechu ludzi Zachodu.

Dzień drugi – prezentacja nowych tendencji w muzyce perkusyjnej to wykonawcy polscy /w tym nowa grupa z krakowskiej Akademii/ i bardzo silna ekipa ze Szwajcarii: Canto Battuto i The Drummers. Pierwszy to duet wokalno-perkusyjny łączący muzykę współczesną z tekstami literackimi. Drugi, dla mnie najjaśniejszy punkt tego festiwalu, to siedmiu wspaniałych /zwykle grają w ósemkę/ m.in. Fredy Studer i Lucas Niggli. Przewodzi im Pierre Favre, muzyk wybitny, legenda europejskiego jazzu. Favre to artysta kompletny, który w czasie swej ponad pięćdziesięcioletniej kariery dogłębnie studiował jazz /m.in. z Lil Armstrong i Budem Powellem/, muzykę klasyczną i współczesną a także etniczną, głównie afrykańską. Występował we wszelkich możliwych składach choć jego ulubioną formą ekspresji jest koncert solowy /rewelacyjnie zagrał solo dwa lata temu w Krakowie!/. Tym razem pokazał jak grać w orkiestrze bębnów, komponować improwizując i konwersować w mniejszych grupach wewnątrz orkiestry.

Choć trzeci dzień zarezerwowano dla jazzu, zmieścił się też rock i funk. Stonowany mainstream to set zagrany przez Georges Paczynski Trio /Maciej Adamczak-b, Wojciech Groborz-p/. Paczynski to postać nietuzinkowa: muzyk, kompozytor, wykładowca wielu konserwatoriów, radiowiec, autor bądź współautor słownika jazzu, historii perkusji, wydawnictw edukacyjnych. Ten urodzony we Francji syn polskich emigrantów mówi świetnie po polsku choć kraj rodziców po raz pierwszy odwiedził zaledwie pół roku temu.

Wojciech Groborz pojawił się ponownie, tym razem jako szef big bandu Akademii Muzycznej. Ta orkiestra co roku brzmi coraz sprawniej. I co warte odnotowania, pojawiają się w niej dziewczyny /trąbka, perkusja/. Brawo!

Gwiazdy wieczoru: Hakim Ludin z Afganistanu /Paolo Conte/ i Amerykanin David Garibaldi /Tower of Power/ towarzyszyli polskim kolegom. Ich gra była perfekcyjna w każdym calu. Jednak pozostało uczucie pewnego niedosytu, jako że obaj głównie zapewniali napęd swoim zespołom, nie wykorzystując swych, niewątpliwie wielkich, możliwości w solówkach.

Sporą niespodziankę sprawił natomiast Igor Falecki, młody bębniarz z Gdańska, który w swoim funkującym zespole tworzy sekcję rytmiczną z tatą Arturem. Igor to duży, naturalny talent, grający z niespotykaną swobodą i radością. Choć instrument posiada zaledwie od ponad roku, radzi sobie fenomenalnie a prawdziwą eksplozję talentu ma jeszcze przed sobą. Wszak właśnie skończył pięć lat.

(C) Piotr Siatkowski 2007

 

 

 

 

 ALL TEXTS AND IMAGES © PIOTR SIATKOWSKI

 

 

 

 

 

 



web counter
web counter