MARIA SKŁODOWSKA-CURIE

 

 

 

 

 

 MARIA SKŁODOWSKA-CURIE

 

 

 

 

 NIE BAĆ SIĘ  -  ROZUMIEĆ

 

 

 

 

Maria Skłodowska-Curie ciągle jeszcze funkcjonuje w świadomości wielu mieszkańców świata jako  Maria Curie. Choć dla nas to przede wszystkim Maria Skłodowska. I często też bywa uważana za Francuzkę. Pomimo że w ostatnich latach ukazało się w Polsce sporo książek na jej temat, to nadal nie wszyscy Polacy wystarczająco ją znają, czy wręcz kojarzą. 

A to bardzo źle, bo mówimy przecież o jednej z najważniejszych kobiet w historii. Film nakręcony właśnie przez Marie Noëlle ma szansę ten żenujący stan rzeczy choć trochę zmienić. Obecne władze wkładają dużo wysiłku w próby wzbudzenia w Polakach uczuć patriotycznych i szukają, bądź kreują licznych bohaterów narodowych do tego się nadających. Czasami przy okazji wynosząc osoby o wątpliwej reputacji i licznych ciemnych kartach życiorysu.

Z pomocą przychodzi znana niemiecka scenarzystka, reżyserka, pisarka, a nawet aktorka i w przypadku tego filmu także współproducentka, współscenarzystka i współmontażystka. Prawdziwa kobieta renesansu: Marie Noëlle.

"Maria Skłodowska-Curie" to międzynarodowa produkcja (Polska/Niemcy/Francja/Belgia) przez jej twórców określana jako dramat kostiumowy. Wydaje się, że to jednak raczej fabularny film biograficzny (biopic). Choć być może nie użyto tego właśnie określenia ponieważ film nie jest bardzo drobiazgowy faktograficznie i pokazuje tylko część barwnego życiorysu wielkiej Marii. Ogólnie rzecz ujmując: od Nobla do Nobla.

Maria Skłodowska-Curie jest bohaterką wręcz modelową. Wybitny umysł, wielka dyscyplina intelektualna, skromność i niezbędna w tym zawodzie ogromna pracowitość. Do tego poświęcenie w poszukiwaniach naukowych, oddanie rodzinie. A przy tym była to gorąca patriotka i kobieta niezłomna (właśnie tak!).

W wieku zaledwie 23 lat wyjeżdża na zawsze z kraju, czy też raczej  -  z Warszawy. Kraju nie było wtedy bowiem na mapie, a tylko w sercach Polaków. I to zapewne była jedna z przyczyn podjęcia tak dramatycznej decyzji. Częściowo może też skomplikowane życie osobiste. Najważniejszy i decydujący był chyba jednak fakt, że w tamtych czasach na ziemiach polskich kobiety nie miały szans na prawdziwe wykształcenie akademickie, o pracy naukowej nawet nie wspominając. Powszechny był dobrze sprawdzony niemiecki model KKK. 

Dopiero w roku 1894 Senat Uniwersytetu Krakowskiego dopuścił do studiowania 3 (słownie TRZY!) kobiety. W roku kolejnym jeszcze pięć. Prawdziwa rewolucja!. Ponad pół tysiąca lat po założeniu najstarszej polskiej uczelni. Jest żałosnym paradoksem, że swój rozkwit zawdzięcza Uniwersytet Jagielloński kobiecie. Była nią królowa Jadwiga, która zapisała mu cały swój majątek.

Paryż okazał  się więc milowym krokiem dla Marii Skłodowskiej w kwestiach edukacyjnych. Natomiast dalsza kariera naukowa szła jak po grudzie, a to dzięki konserwatywnym i zawistnym naukowcom francuskim, których ksenofobia i rozdęte męskie ego wielokrotnie przerastały ich małe charaktery i często małe móżdżki. Jak choćby w najwyraźniejszym tu przykładzie: utrudniający Marii Skłodowskiej karierę i działalność Émile Hilaire Amagat, pokazany tu jako odpychający drań przez trafnie obsadzonego Daniela Olbrychskiego.

Dlatego tak ważne było pełne wsparcie jakiego udzielił jej mąż, Pierre Curie (w tej roli Charles Berling) i teść, Eugene Curie (André Wilms). Pierre Curie był wybitnym uczonym i jego współpraca z niezwykłą Marią zaowocowała przyznaniem nagrody Nobla w roku 1903 (za prace nad promieniotwórczością). To był jej pierwszy Nobel, w dziedzinie fizyki, a otrzymała go jako pierwsza kobieta naukowiec w historii. Był też drugi, w roku 1911, w dziedzinie chemii (za rad i polon), a ten z kolei uczynił ją pierwszą w świecie, i do dziś jedyną kobietą, która noblistką została dwukrotnie.

"Maria Skłodowska-Curie" to film w swojej kategorii bardzo udany. Skupia się na najważniejszym okresie życia Marii, pokazuje przełomowe momenty jej biografii: tragiczna śmierć męża, obie nagrody Nobla, wredna nagonka prasy francuskiej. Posiada niezłą, międzynarodową obsadę aktorską. Z celnie obsadzoną rolą tytułową. Mimo że Karolina Gruszka nie jest uderzająco podobna do Marii Skłodowskiej, to stworzony przez nią portret genialnej uczonej jest psychologicznie wielce wiarygodny. Bardzo dobre są zdjęcia, których autorem jest Michał Englert. To jeden z najmocniejszych filarów tej produkcji. 

Być może warto było trochę więcej czasu i uwagi poświęcić montażowi. Film jest dosyć jednostajny, co niektórych, zwłaszcza młodszych widzów, może trochę zniechęcać. Akcja toczy się niespiesznie, narracja nie jest wartka, ma tempo średnie. Zwrotom akcji trochę brakuje dramatyzmu, w który obfitowało życie Marii. Choć ona sama była przecież spokojna i opanowana. Rozważna, a przy tym jednak romantyczna. Chciałbym więc wierzyć, że ta jednostajność była zamierzonym przez reżyserkę-imienniczkę środkiem wyrazu.

Polscy widzowie mogą być też trochę zawiedzeni, że tytuł "Maria Skłodowska-Curie" funkcjonuje tylko w naszym kraju. Cała reszta świata zapozna się z filmem pod jego tytułem oryginalnym "Marie Curie".   

 

  

Premiera 3. 03, 2017

 

 

 

22.02, 2017  (+ aktualizacje) 

 


Previous page: FILMY
Next page: KSIĄŻKI - BIOGRAFIE


web counter
web counter