WATCHING ME FALL +

 

 

KRAKÓW HARDCORE

 

 

 

 


HARD TO BREATHE

 

W KILKU SŁOWACH

 

UPTIGHT

 

WATCHING ME FALL

 

VICIOUS REALITY

 

 

 

 

  

KAWIARNIA NAUKOWA

18 maja 2013

 

Mimo że proces przemiany Kazimierza w kiczowaty skansen dla turystów trwa radośnie i nieprzerwanie od wielu lat, zostało jeszcze kilka ostatnich punktów oporu. Jednym z nich jest klub Kawiarnia Naukowa, po wyrzuceniu ze starego adresu, mieszczący się obecnie przy ulicy Szerokiej. Lokal jest nieduży, (może nawet ciasnawy) ale ładnie urządzony i wygodny. Poza tym dobre nagłośnienie i brak dymu papierosowego to też mocne atuty.

Przyjemnie było zobaczyć tyle uśmiechniętych, otwartych osób w jednym miejscu. Zero stresu czy agresji, choć muzyka bezkompromisowa i brutalna. Do tego kuszące jedzenie wege- i wega- i małe stoisko z dystrybucją produktów kultury niezależnej. Na szczęście nie pojawili się ci punkowi biznesmeni, którzy zwykle przywożą ciężarówkę towaru i zamieniają pół klubu w obwoźny hipermarket.

Było aż pięć zespołów:  VICIOUS REALITY, WATCHING ME FALL, UPTIGHT, W KILKU SŁOWACH  i HARD TO BREATHE. Wszystkie okazały się ciekawe, grając z dużym zaangażowaniem a każdy kolejny zdawał się rozkręcać imprezę coraz bardziej. Dobra zabawa była udziałem zarówno muzyków jak i publiczności. Kapele brzmiały zawodowo. Jeden z wyraźnych skutków, że od lat nie ma już barier w dostępie do nagrań czy sprzętu. Świetnie! Co dalej? Co z przekazem?

Wydaje się, że większość hardcore'owców chce teraz śpiewać po angielsku. W zasadzie to mi nie przeszkadza bo czasem rozumiem co autor chciał wykrzyczeć. Ale może ktoś inny nie. Czy nie byłoby przyjemnie słuchać polskiego zespołu, grającego w Polsce dla polskiej publiczności i śpiewającego po polsku? Z czego bierze się ta obecna tendencja? Moda czy nadmierna ambicja (ta twoja szalona religia)? Uniformizacja? A może cicha nadzieja na światowy sukces? Życzę wszystkim samych sukcesów w przyszłości ale na razie pozwalam sobie na zgłoszenie drobnych zastrzeżeń.

Otóż zaryzykuję pogląd, że angielszczyzna większości polskich kapel HC jest na poziomie, w najlepszym razie, szkolnym. Zatem jest bardzo prawdopodobne, że ich teksty to kopie lub remiksy oryginalnych tekstów amerykańskich bądź brytyjskich (które jak wiadomo też bywają wtórne względem tego co stworzono tam wcześniej). Czyli duże ryzyko powielania, schematu, konformizmu i łatwizny!

A może są to wytwory całkowicie własne, ale w takim razie jak powiedzieć coś swojego, świeżego, oryginalnego i mocnego kiedy czyni się to w języku dramatycznie obcym? Coś sobie przypominam ze szkoły, że hardcore miał przywiązywać dużą wagę do wyrażania siebie, do bycia twórczym i oryginalnym a nie leniem i kopistą.

Mam nadzieję, że nikt się nie obraża za takie, szczere i życzliwe jednak, spojrzenie. W końcu "jak HC to HC" by sparafrazować klasyka. Zatem bez urazy!

Impreza, zorganizowana przez Przemka, spadochroniarza z Wybrzeża, baaardzo udana. Oby jak najwięcej takich ruchów. Gdyby jeszcze dało się rozpoczynać o ogłaszanej  w zapowiedziach godzinie i bez mega opóźnień, szczęście byłoby pełne. Dbajmy nie tylko o naszych futerkowych przyjaciół ale i o tych spośród nas, którzy nie mają samochodu ani nie korzystają z taksówek.

 

 

 

 

 

 

 

 



web counter
web counter