WOLNA AMERYKANKA W WOLNEJ POLSCE

 

 

 

CHWILA NIEUWAGI I JESTEŚ OGRABIONY

CZYLI

WOLNA AMERYKANKA W WOLNEJ POLSCE

 

 

 

 

 

PO TRUPACH DO CELU

Chwila Nieuwagi była zespołem młodych kreatywnych muzyków działającym w Krakowie w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Głównymi obszarami jej poszukiwań twórczych był jazz, jazz-rock, funk, hip hop i rap. Jej lider, Robert Podgajny, chciał zajmować się tym co w kulturze nowe, świeże, żywotne i często jeszcze nie całkiem rozpoznane. Kontynuował w ten sposób podobną działalność swojego ojca, Zbigniewa Podgajnego, słynnego pioniera muzyki beatowej, rockandrollowej i wreszcie rockowej. Robert skomponował i nagrał pierwszy polski utwór hip hop/rap Główna przegrana otwierając tym samym historię tej muzyki w naszym kraju.

Zrobił to na wiele lat przed wykonawcami takimi jak Kazik Staszewski, Liroy czy Deuter, mylnie często przedstawianymi jako pierwsi w tej dziedzinie. Ten błąd jest latami powielany w artykułach i książkach poświęconych hip hopowi, a pisanych przez domorosłych dziennikarzy i samozwańczych historyków sceny muzycznej. Fantastycznie rozpędzająca się aktywność twórcza Chwili Nieuwagi została brutalnie przerwana przez nagłą śmierć lidera. Robert Podgajny zginął tragicznie, pozostawiając rodzinę, przyjaciół i fanów w szoku i wielkim smutku. Po zespole pozostał tylko jeden zapis na winylu. Niestety, nawet tu różne hieny próbują wyrwać brudny grosz. Zarówno muzyka jak i tekst są nielegalnie opublikowane w sieci.

(Główni łamacze prawa to wrzuta.pl, tekstowo.pl, pobierajmp3.pl, mp3.teledyski.info, musicade.net, ulub.pl, chomikuj.pl., Muzoteka.pl

Bojkotujcie złodziei i paserów!!!)

I wtem wielkie zdumienie. Jakieś dwa lata temu jestem w sklepie wielkiej komercyjnej sieci i oczom nie wierzę. Na półce stoi płyta CD z tak świetnie znaną mi nazwą: Chwila Nieuwagi. W tym momencie nie było istotne czy to wydawnictwo zostało przygotowane w hołdzie czy dla zysku. Ważne że wreszcie było. Że ktoś udokumentował działania tego ciekawego zespołu. Biorę kompakt do ręki i co widzę: zupełnie nieznane nazwiska. A więc to nie dokument, tylko jakiś "tribute"? No cóż, wprawdzie to nie to samo co oryginał, ale też coś! Na dobry początek. You can't always get what you want!

Przyglądam się bliżej i wreszcie do mnie dociera: KTOŚ SIĘ PODSZYWA!  To nie zespół, który tak dobrze znałem, lubiłem, ceniłem. TO PODRÓBKA!

Sprawdzam zatem w sieci. Okazuje się, że to jacyś młodzi ludzie z małego miasteczka próbują tak zrobić karierę. Na tyle młodzi, że  wychowani już w nowym i, niestety, przaśnym polskim kapitalizmie, w którym zarówno normy etyki biznesu jak i relacji społecznych często wyznacza reguła "bierz forsę i w nogi". Bo i żyjemy teraz w społeczeństwie/państwie gdzie dla wielu ludzi często naczelną zasadą działania jest brak zasad. Walka bez pardonu. My albo oni.

Podobnie nasi debiutanci. Spośród miliardów potencjalnych nazw wybrali akurat: Chwila Nieuwagi. Napisałem do nich z prośbą o wyjaśnienie. Tłumaczą się, że początkowo nie wiedzieli. Ale to przecież dorośli ludzie, co najmniej po maturze. Sprawdzenie tej nazwy w sieci trwa zaledwie sekundę. Co ja mówię! Po wpisaniu "Chwila Nieuwagi" do najpopularniejszej wyszukiwarki internetowej, otrzymałem 597 000 wyników w czasie 0,18 sekundy. Twierdzą, że o nazwie i związanej z nią tragedią dowiedzieli się już po wydaniu swojej pierwszej płyty i teraz zmiana nazwy byłaby niekorzystna z komercyjnego punktu widzenia. Bo, jak mówią, jest dość chwytliwa. No cóż, z całym szacunkiem, nie są żadnymi gwiazdami i nowy szyld nie naraziłby ich na milionowe straty. Mógłby za to pokazać zespół jako osoby wrażliwe, empatyczne, uczciwe. Jako artystów, a nie pazernych, cynicznych groszorobów. Pomijając nawet, kluczowy tu, aspekt etyczny, byłoby to dla nich korzystne w kategoriach marketingowych i wizerunkowych. Aż trudno uwierzyć, że jako dzieci sieci i wolnego rynku nie wiedzą o tym.

 

 

  

100 PLN = 100 PRAKTYCZNYCH LEKCJI NAZEWNICTWA

 

Z nazwami to w ogóle niełatwa sprawa. Zwłaszcza jeśli chce się mieć nazwę dobrą, oryginalną, zgrabną i skuteczną. Ale mimo, że istnieją już co najmniej setki tysięcy (a pewnie więcej) nazw zespołów muzycznych, jak to brzydko określają specjaliści, "zajętych" to jednak możliwości wymyślania nowych i dobrych są praktycznie nieograniczone.

Dobrze dobrana nazwa może (nie musi) być dla słuchacza czymś w rodzaju drogowskazu. Dzięki niej domyślamy się, że Arka Noego i Faith No More reprezentują różne światy. Podobnie w przypadku The Hilliard Ensemble i Millions Of Dead Cops. Jeśli poszukujemy płyt, powiedzmy, Gipsy Kings, Napalm Death, Glenn Miller Orchestra, Funkadelic czy Chóru Aleksandrowa, jest jasne, że należy ich szukać w różnych działach sklepu płytowego (nawet jeśli teraz już internetowego). Podstawową, choć oczywiście nie jedyną, funkcją nazwy jest przecież funkcja informacyjna. 

Można na przykład wybrać coś krótkiego i prostego. Takich słów są tysiące: Apatia, Armia, Ekshumacja, Fear, Conflict, Discharge, Test, Krzak, Trubadurzy, Breakout. Mnożyć można w nieskończoność. Zaletą takiej nazwy jest to, że jest krótka i często dźwięczna, przez co łatwa do zapamiętania. Poza tym bywa, że niesie czytelny komunikat dotyczący charakteru grupy, stylu jej muzyki i przekazu treściowego. Taki komunikat nadała jakiś czas temu grupa Pussy Riot. Jeden z celniejszych przykładów jak słowa mogą godzić w przeciwnika ale też w pewnym stopniu wpływać na bieg wydarzeń. Podstawowa wada tej metody? Zazwyczaj taka krótka i prosta jest straszliwie banalna i łatwo narazić się na ryzyko powtórzenia.

Na przykład było na świecie co najmniej kilka grup o nazwie Deuter czy SS-20 (poprzednia nazwa polskiego Dezertera). Choć z drugiej strony, przy dużej dozie szczęścia popartego talentem, nawet zdumiewająco banalne nazwy przechodzą czasem do historii. Zdarzyło się to przecież w przypadkach takich jak Beach Boys, Nirvana, Animals, Shadows, Wings, Clash, Ramones, Police, Queen, Cure. Albo na nieco mniejszą skalę Ruts, Misfits, Smiths, Specials, Damned, Morphine, Sugar, Rollins Band, Slits, Danzig, Paw. I tak dalej i dalej. Bez końca.

Dobrze sprawdziły się super krótkie nazwy typu X, Ex, T.Rex,The The czy Xiu Xiu. Jak też różne skrótowce: U2, L7, MC5, B-52's, MDC, AOD, SSD, GBH, DOA, UK, KMFDM, AC/DC, UB40. Czy SBB i TSA. Albo taka, niezwykle oryginalna, niestety już użyta: !!!  Jest tego całe  morze, wręcz oceany. Tylko czerpać. A więc może JP2, J23 czy AK-47? Chociaż nie, tej ostatniej nazwy użyło już wiele zespołów na świecie. To może C49 albo B12? Albo FCN czyli Fałszywa Chwila Nieuwagi.

Zdarza się, że nazwa, choć prosta jest tak trafiona, że odciska się w pamięci słuchacza na zawsze: X-Ray Spex, Minutemen, Fugazi, Minor Threat, NoMeansNo, Gang Green. Niektórzy stawiają na słowa obcojęzyczne bądź ekscentryczne: Chumbawamba, Oingo Boingo, Splodgenessabounds, Bow Wow Wow, Husker Du albo Kajagoogoo. Inni wymyślają swoje własne: Lynyrd Skynyrd. Oczywiście trzeba uważać by nie przesadzić z oryginalnością i nie nazwać swojego zespołu na przykład: We've Got A Fuzzbox And We're Gonna Use It. A już komercyjnym samobójstwem byłoby nazwanie grupy, powiedzmy, następującym słowem: Paracoccidioidomicosisproctitissarcomucosis.

Jak wyraźnie widać, znalezienie dobrej, WŁASNEJ nazwy nie jest takie trudne a jej poszukiwanie może dać wiele radości i potem satysfakcji, że to nasze, nas określa i nie jest kalką podebraną komuś ukradkiem.

 

 

 

TANIEC NA GROBIE ALBO ZADEPTYWANIE PAMIĘCI

Nie należy wolnego rynku utożsamiać z wolną amerykanką. Nawet jeśli w Polsce wolnego rynku ani prawdziwego kapitalizmu nie ma. Nie wolno zawłaszczać cudzej własności intelektualnej, odcinać kuponów od czyjejś kreatywności i talentu. A już szczególnie do celów komercyjnych. To łamanie prawa autorskiego, dobrych obyczajów i zasad współżycia w demokratycznym społeczeństwie. Inaczej każdy początkujący zespolik mógłby występować i nagrywać jako Niebiesko-Czarni, The Beatles czy Joy Division. Każdy muzyk nieudacznik mógłby przybrać pseudonim Jimi Hendrix, Miles Davis, Krzysztof Komeda albo Czesław Niemen. Każde malarskie beztalencie wystawiać (i sprzedawać prace) jako Jan Matejko bądź Andrzej Wróblewski. Oczywiście są wyjątki. Jeśli młody, zdolny wokalista akurat nazywa się Piotr Szczepanik, nonsensem byłoby żądać zmiany nazwiska lub stosowania pseudonimu. Choć niektórzy ambitni dodają wówczas drugie imię. I wtedy wszystko jest jasne!

Kreślę tych kilka słów za namową osób z kręgu grupy Chwila Nieuwagi (tej prawdziwej!). Zarówno muzyków jak i miłośników zespołu, oburzonych tym zadeptywaniem pamięci po bardzo niezwykłym zjawisku na polskiej scenie muzycznej i w polskiej kulturze. Do niedawna jeszcze można było znaleźć w sieci szczątkowe informacje o CN. Obecnie są skutecznie zasypywane tonami błahostek dotyczącymi "podróbki". Jest to o tyle istotne, że ani Robert ani Zbigniew Podgajny nie mogą się już bronić, nie mają szansy zabrania głosu w swojej sprawie.

Młodzi muzycy, artyści nie powinni dążyć do sukcesu za wszelką cenę, "po trupach", jak to nieładnie ale celnie się w polszczyźnie określa. Zyskają wtedy na wiarygodności i szacunku. Zwłaszcza kiedy także innym będą szacunek okazywać.

 

 

 

 

 

ALL TEXTS AND IMAGES © PIOTR SIATKOWSKI

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Previous page: ROBERT PODGAJNY
Next page: ELECTRONIC HIGH & LOW


web counter
web counter